Zapadła decyzja w sprawie egzaminatora z Szaflar. 62-latek nadal twierdzi, że nie zawinił

Stało się już pewne, że egzaminator, który brał udział w wypadku w Szaflarach, nie trafi do aresztu. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu nie uwzględnił zażalenia prokuratury na decyzję sądu niższej instancji.

Odrzucono zażalenie prokuratury

Wczoraj Sąd Okręgowy w Nowym Sączu odrzucił zażalenie prokuratury na decyzję Sądu Rejonowego w Nowym Targu. Areszt tymczasowy nie zostanie zastosowany wobec Edwarda, który podejrzany jest o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym na przejeździe kolejowym w Szaflarach. Poinformował o tym Bogdan Kijak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Nowym Sączu.

Utrzymano w mocy postanowienie Sądu Rejonowego w Nowym Targu, oznacza to, że podejrzany nie trafi do zakładu karnego jako tymczasowy aresztowany

Mężczyzna pozostanie na wolności. Sąd utrzymał jednak, że Edwardowi R. zostanie zatrzymane prawo jazdy. Mężczyzna nie może pracować jako egzaminator, ani wyjeżdżać za granicę. Na posiedzeniu sądu podejrzany nie stawił się osobiście. Reprezentował go jego obrońca, Władysław Pociej.

Zapadła decyzja w sprawie egzaminatora z Szaflar. 62-latek nadal twierdzi, że nie zawiniłUdostępnij

Tragiczny wypadek

Przypomnijmy, że do tragicznego wypadku doszło 23 sierpnia na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w miejscowości Zaskale w gminie Szaflary. Samochód, w którym trwał właśnie egzamin na prawo jazdy, wjechał na niestrzeżony przejazd kolejowy i zderzył się z pociągiem relacji Nowy Targ – Zakopane.

W wyniku tego nieszczęśliwego zdarzenia zginęła 18-letnia egzaminowana. Miała ciężkie obrażenia całego ciała. Mężczyzna prowadzący egzamin, zdążył wysiąść z auta. 62-latek nie doznał żadnych obrażeń. Nie ucierpiał także maszynista ani pasażerowie pociągu, których było sześćdziesięciu.

Po wypadku

Po tych tragicznych wydarzeniach egzaminator usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Grozi mu za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Edward wciąż nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że samochód zgasł na przejeździe kolejowym z niewyjaśnionych przyczyn i mimo wielu prób nie udało się go uruchomić. Mężczyzna przez cały czas utrzymuje także, iż opuścił pojazd nie w celu ucieczki, ale po to, aby go pchnąć i umożliwić ponowne jego uruchomienie.

Źródło: fakt.pl | Fotografie: imgur.com