37 sekund. Tyle dokładnie czasu miał egzaminator, aby uratować Angelikę

Czy tragedii w Szaflarach (małopolskie) można było uniknąć? To pytanie wciąż zadaje sobie mnóstwo osób. Przypomnijmy, że w ubiegły czwartek w wyniku zderzenia z pociągiem zginęła 18-letnia Angelika, która właśnie zdawała egzamin na prawo jazdy. Wstępne ustalenia wskazują, że auto zgasło na torach. Egzaminator zdążył wyskoczyć z pojazdu, aby dać znać motorniczemu, by ten zatrzymał pędzący pociąg. Niestety, maszyna z ogromną siłą wjechała w samochód, w którym wciąż była nastolatka. Z obliczeń wynika, że zarówno Angelika, jak i egzaminator, mieli 37 sekund, aby uniknąć tragedii.

Z tego miejsca wyraźnie widać nadjeżdżający z oddali pociąg

37 sekund – tyle czasu zajmuje przejazd pociągu od chwili, gdy pojawia się na horyzoncie niestrzeżonego przejazdu, którym przejechać miała Angelika. Mrożące krew w żyłach nagranie z monitoringu pokazuje moment, jak pojazd nie zatrzymuje się przy znaku stop. Robi to dopiero na środku torów. Jak to wytłumaczyć? Świadkowie zdarzenia podejrzewają, że egzaminator mógł z opóźnieniem nacisnąć hamulec, dlatego auto zatrzymało się w tym, a nie innym miejscu. Chwilę później doszło do tragedii.

Egzaminator nie może wyprzedzać reakcji zdającego egzamin. Jednak nie powinien doprowadzać do niebezpieczeństwa – tłumaczy Maciej Janczak, ekspert z Akademii Auto Świat

Wyrok dla egzaminatora

Wczoraj egzaminator usłyszał zarzuty. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Dzisiaj ma zapaść decyzja, czy zostanie zastosowany wobec niego nadzór policyjny, czy być może najbliższe miesiące spędzi w areszcie tymczasowym. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj.

Źródło: fakt.pl, popularne.pl | Fotografie: facebook.com