36-latka była świadkiem tragedii w Darłówku. O to, co się stało, obwinia ratowników

Choć od tragedii w Darłówku minął już tydzień, wciąż nowe fakty wychodzą na światło dzienne. Teraz okazuje się, że jednym ze świadków zdarzenia była 36-letnia Mirosława z Poznania, która odpowiedziała o tym, co widziała, w wywiadzie dla wp.pl. Jak wynika z jej relacji, kobieta z 2-letnim dzieckiem podbiegła do jednego z ratowników na plaży w Darłówku około godziny 13:05. Ich rozmowa wstrząsnęła 36-latką.

Relacja kobiety

Powiedziała, że nie widzi reszty dzieci. Ratownik twierdził, że może gdzieś sobie poszły. Dokładnie użył słów: „może poszły na miasto” – relacjonowała pani Mirosława

36-latka przyznaje, że matka zaginionego rodzeństwa robiła, co mogła, aby ratownik pomógł jej szukać dzieci. On miał jednak nieco inne zdanie na ten temat.

Zamiast rozejrzeć się w wodzie, ratownik zarządził szukanie na plaży – dodała

Mieszkanka Poznania już wcześniej zaobserwowała całą rodzinę i jak sama przyznała, „naprawdę dobrze zajmowała się dziećmi”.

Siedzieli bliżej wody niż my. Potem na moment odeszła, straciła maluchy z oczu i była przerażona… Wtedy bardzo wielu mężczyzn rzuciło się do pomocy. Mój mąż ruszył z nimi i stworzyli „łańcuch życia”. To było bardzo niebezpieczne, ale wzruszające, jak wszyscy chcieli pomóc. Wiał bardzo silny wiatr, a fale były tak duże, że ledwo mogli się utrzymać – dodaje pani Mirosława – kontynuuje kobieta

36-latka była świadkiem tragedii w Darłówku. O to, co się stało, obwinia ratowników
UdostępnijPaweł Breszka/facebook

Po 40 minutach sprawdził się najczarniejszy scenariusz

To właśnie wtedy jeden z plażowiczów wypatrzył unoszące się na wodzie ciało dziecka. Widok chłopca wstrząsnął kobietą, która zapamiętała jego „całe pozdzierane kolanka”.

Mama usiadła, płakała i patrzyła jak jej dziecko jest reanimowane. To było coś strasznego

„Tego znaku tam nie było”?

Pani Mirosława była w Darłówku już po raz trzeci. Zaznacza jednak, że dopiero teraz, kiedy doszło do tragedii, zauważyła, że znajduje się w tym miejscu znak, który mówi o zakazie kąpieli. Czyżby wcześniej go tam nie było?

Gdy wydarzyła się tragedia, w następnych dniach zamiast jednego ratownika było już dwóch. Dodatkowo jeden co chwila przejeżdżał na skuterze, a jeszcze inny wypływał łódką. Piękna mobilizacja, ale dopiero po tragedii – argumentuje 36-latka

Zaznacza, że wcześniej była tam tylko jedna osoba, która czuwała nad bezpieczeństwem wczasowiczów, a czerwona flaga została wywieszona zbyt późno. Niektórzy nawet uważają, że pojawiła się tam dopiero po tragicznej śmierci rodzeństwa.

 

Na koniec zaznaczyła, że jej zdaniem winni tragedii są ratownicy

Winię ratowników, bo matka od razu mówiła, że dzieci na pewno nigdzie nie poszły. Powinno się spojrzeć na taflę wody, a ratownik ciągle szukał na plaży. Zmarnowano dużo czasu

Zarzuty

Prokuratura Rejonowa wciąż prowadzi postępowanie w sprawie narażania na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia trojga dzieci oraz nieumyślnego spowodowania ich śmierci. Za oba te czyny grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Przesłuchano już wielu świadków, a także rodziców zmarłego rodzeństwa. Na chwilę obecną nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów. Wciąż przeprowadzane są czynności, które mają wyjaśnić okoliczność zdarzenia.

Patrząc na zeznania pani Mirosławy, nasuwa się tylko jedno pytanie:

Czy gdyby ratownik natychmiast zareagował na prośbę kobiety, można by było uniknąć tragedii?

Źródło: wp.pl | Fotografie: Paweł Breszka/Facebook